niedziela, 5 stycznia 2014

18. "W sidłach zagubienia."

    Przyjemne płomienie świec. Znałam już ten obraz. Przecież nie tak dawno byłam na kolacji z Zaynem. Moje zachowanie mnie przerażało, bo przecież kilka miesięcy temu bałam się odezwać nawet do listonosza. Każdy o przeciwnej płci był dla mnie zagrożeniem. Teraz ? Nie nazwałabym tego chęcią poznawania mężczyzn z tej lepszej strony. To raczej fizyczne zagubienie, które nie pozwala mi na zacumowanie mojej łodzi. Postanowiłam odpędzić od siebie wszystkie myśli, które kłębiły się w mojej głowie i nie pozwalały na spokojne spędzenie czasu w towarzystwie Orlanda.
    -Jak podoba Ci się praca na obecnym stanowisku ?-Zapytał mężczyzna z lekko kręconymi włosami, przeglądając kartę dań.
    -Jestem jedną z setek osób zajmujących się doborem odpowiednich materiałów do kolejnego wydania gazety. Nie nazwałabym tego stanowiskiem, aczkolwiek staram się dążyć do czegoś więcej.-odpowiedziałam pozwalając sobie na lekko zalotny uśmiech.
    Orlando szybko zobaczył moją reakcje, i odłożył kartę obok siebie. Czułam woń jego męskich perfum dlatego zagryzając lekko wargę zapytałam :
    -Czemu mi się tak przyglądasz ?-dobrze wiedziałam co robię. Orlando był taki sam. Taki sam jak Zayn. Nie musiał nic robić. Jego oczy mówiły za niego i nawet jeśli to, co rodziło się między nami miało być dla mnie swego rodzajem zastępstwem Zayna, wolałam to niż tą pustkę, która nie pozwalała mi żyć.
    -Jesteś intrygująca. Masz w sobie coś co sprawia, że chcę poznawać Cię coraz bardziej.
    -To rób to.-powiedziałam bez chwili zawahania.
    -Pozwól mi na to.-Odpowiedział przysuwając dłoń ku mojej. Toczyliśmy niebezpieczną grę.
    Kiedy opuszki jego palców dotknęły moich delikatnie odsunęłam dłoń. Nie wiem czemu to zrobiłam, ale mężczyzna zrozumiał mój ruch, a nasze wspólne tematy zeszły na trochę bardziej przyziemny grunt.
    *Późny wieczór. Posiadłość Majki i Mariny*
    Orlando podał mi dłoń, kiedy wysiadałam z jego czarnego Land Rovera. Kiedy odkręcił się by zamknąć drzwi zobaczyłam w oknie ciekawski wzrok Majki, której zmęczenie sprawiało, że wyglądała jak szympans w okresie godowym. Machnęłam ręką na znak jej natychmiastowego schowania się.
    Mężczyzna odprowadził mnie pod same drzwi i kładąc swoje dłonie na mojej talii delikatnie przysunął mnie w jego stronę. Po chwili czułam jego miękkie usta na swoim zimnym policzku. Kiedy odsuwałam się nasze nosy instynktownie się dotknęły, i mój wzrok mimowolnie utkwił w jego oczach. Były takie same. Dokładnie wiedziałam na czym to wszystko polegało. Przecież On mi się nie podobał. Podobało mi się jego podobieństwo do Zayna. Wchodząc do domu położyłam na wiklinowym krześle swój płaszcz. Podeszłam do kuchennego blatu i wyjęłam dobrze znane mi tabletki. Te same, które uspokajają mnie od środka. Popiłam je dużą ilością wody i poszłam do salonu. Zrobiłam to co zawsze. Nie zdejmując eleganckiej sukienki owinęłam się kocem, chwyciłam pilot i włączyłam MTV. Wiedziałam, że prędzej czy później ich pokażą. Potrzebowałam jego widoku .
    -Nie rób tego.
    Majka położyła się obok mnie i wyłączyła telewizor. -Wiem, że nic do niego nie poczujesz. Wiedziałam to na samym początku. Nie zmuszaj się do niczego, ale przynajmniej naucz się żyć bez niego.
    -Ale ja tak bardzo za nim tęsknie Majka. Ja zapomniałam o wszystkim . Ty nie wiesz jakie to uczucie kiedy ktoś jednym dotykiem zabiera od Ciebie cały ten ciężar.
    Maja pogłaskała mój policzek i mocno przytuliła .
    Wszyscy żyjemy w palącym się domu. Bez straży pożarnej. Bez możliwości wyjścia. Tylko z oknem na górze, z którego możemy spoglądać, jak pali się dom wraz z nami, zamkniętymi w nim.
    *Sobotni poranek. 9.30*
    Obudziłam się przykryta kołdrą w różowe kropki. Moje twarz przytulona była do poduszki, a jedyna myśl, która siedziała w mojej głowie ?" Dziś sobota.Masz wolne"
__________________________
Daję wam taki przedsmak tego co dodam . Kontynuacja rozdziału będzie bardzo długa, ale chcę zobaczyć w komentarzach jak wyobrażacie sobie dalszą część :) PISZCIE !

czwartek, 31 października 2013

16. "Nowa koncepcja na życie."

    Moje ciało od dobrych dwudziestu minut bujało się na skórzanym fotelu w jednym z gabinetów siedziby "Vougea". Przede mną leżała sterta kartek zapełniona słowami. Właśnie... słowa. Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, że przez słowa wszystko się dzieję ? Jak mocna musiałaby być miłość, jeśli ludzie potrafiliby zakochać się w sobie bez wypowiedzenia ani jednego słowa.
    "Potknęła się i wiedziała, że spada. Te cholerne schody były tak strome. Jej policzki oblały się rumieńcem kiedy masywne męskie dłonie ujęły Jej ciało, chroniąc tym samym przed upadkiem. Jej umysł już na zawsze zmienił koncepcję swego działania. Każda cząstka Jej była zarezerwowana dla Niego. Miłość, która powstała bez sensu. Bez słów. To było jej mocą. Dwoje czekoladowych par oczu. To Oni. Oni i już nic więcej. Miłość bez sensu ? Miłość bez słów. Miłość mocna. Kocham Cię. "
    Poczułam, że moje oczy mimowolnie się zaszkliły, a jedna pojedyncza łza nawilżyła mój policzek. Dokładnie pamiętałam dzień, w którym poznałam Zayna. Paradoks. Siedzę w gabinecie, dostałam wymarzoną pracę, codziennie rozmawiam z osobą, która jest moim nienormalnym i jednocześnie bardzo odpowiedzialnym światem. Majka to taki grzmot w tyłek od losu. Przecież każdy musi się przekonać co to przyjaźń, ale mi nie było dane tego zrobić, bo to co łączyło mnie z tą dziewczyną... określenie naszych stosunków jednym słowem "przyjaźń" ujmowałoby naszej wspaniałości. Orladno codziennie wieczorem przesyła mi swoje pomysły na odzwierciedlanie jego roli w kolejnych nominowanych do Oscara filmach. Piękna sielanka, amerykański sen. Wmawiałam sobie codziennie, że właśnie tak jest. Przecież wszystko się układało. Rodzice odzywali się codziennie, a maska pełna uśmiechu wspaniale kryła to co tak mocno męczyło mnie od środka. Sedno mojego życia. Moje wszystko. Mój On. Przepraszam, czy nadal mogę nazywać go Moim ? Ta nieświadomość bolała najbardziej, i szczerze ? Wolałabym dostać w twarz ugotowanym kurczakiem.. (wiem co mówię, ponieważ kiedy Majka gotuję obiad lepiej zakrywać swoją twarz przed wszystkim co może znajdować się w powietrzu) niż czuć tą okropną tęsknotę.
    Zastanawiałam się co teraz robi. Z kim rozmawia, kogo właśnie wyrzuca z pracy i z kim właśnie się śmieje. Zawijając kolejne pasma włosów na palec chwyciłam za komórkę jednocześnie sięgając po to co zostało mi po Nim. Pani Kate. Tak bardzo potrzebowałam jej ciepłych dłoni na swoich spiętych ramionach.
    "Jeśli choć troszeczkę tęskni Pani za moją twarzą...czy mogłabym nawiedzić "Mój" ukochany domek z paczką tych pozbawionych cukru żelek ?Bardzo tęsknie i chciałabym porozmawiać. Marina "
    Mimowolny uśmiech wkradł się na moją bladą twarz kiedy przez moją głowę przemknęła myśl pod tytułem "Moss esemesujesz z siedemdziesięcio-pięcio latką."
    *Dom Pani Kate*
    Owocowa herbata smakowała jeszcze lepiej niż zawsze. Pani Kate mocno obejmowała moje ciało kiedy na puszystej kanapie oglądałyśmy jeden z odcinków "X factora". 
    -Mogę Pani coś powiedzieć? Ale to ma być tajemnica !-w tamtej chwili nie wiedziałam co strzeliło mi do głowy.
    -Oczywiście kochanie, mów wszystko. -odpowiedziała Pani Kate pokazując swój skromny uśmiech.
    Wstałam z kanapy, wyłączyłam telewizor i chwyciłam stojącą w rogu świeżo nastrojoną gitarę . Okryłam odsłonięte ramiona wełnianym swetrem i położyłam palce na zimnych strunach. Wybrałam to, co Pani Kate tak bardzo uwielbiała. Mocno zacisnęłam powieki, tak by uczucia odeszły gdzieś na bok. Little Things. [KLIK]
    Pani Kate patrzyła na mnie wycierając spływające po Jej policzkach łzy. Chciałam skończyć po moich ulubionych słowach kiedy za moimi plecami usłyszałam dokończenie zdania. "But you're perfect to me".
    Moje ciało przeszedł dreszcz. Doskonale znałam ten głos. Napięcie odwróciłam się w stronę drzwi i zboczyłam w nich Zayna. Powiedźcie Mi czy tylko głupi ma tak cholerne "szczęście" jak Ja ?!
    Nic nie powiedziałam. On też. Szukał w moich oczach odpowiedzi. Lustrował każdy milimetr mojej twarzy. Nie wytrzymałam. Pośpiesznie wstałam, żeby podejść i po prostu jak mała bezbronna dziewczyna przytulić jego wspaniale pachnące ciało. Byłam już tak blisko kiedy niski kobiecy głos zaburzył mój cały świat.
    -Kochanie pomóż mi z tymi torbami-powiedziała Perrie odciągając Zayna gdzieś na bok.
    Ból. Cholerny ból. Poczułam jak moje ciało zalewa fala zimna. Nie wiedziałam co mam robić. Co powiedzieć. Ze łzami w oczach powiedziałam wiedzącej już o wszystkim Pani Kate bezgłośne "Do widzenia." Moja klatka piersiowa uniosła się do góry kiedy łapczywie złapałam powietrze. Stałam tam. Nadal stałam na środku tego przeklętego korytarza i obserwowałam jak ON pomaga JEJ zabierać jakieś torby z tak dobrze znanego mi czarnego auta. 
    Nie patrzył na mnie. Był tak pochłonięty swoim obecnym zajęciem, że na moje szczęście nie zauważył, że trwałam w tym samym miejscu od dobrych pięciu minut. Łzy same spłynęły kiedy wzięłam w rękę płaszcz i sprawiając wrażenie opanowanej po prostu przekroczyłam próg domu.[KLIK] 
    Kiedy przechodziłam obok ich samochodu co było nieuniknione Zayn momentalnie utkwił wzrok w mojej postaci. Powiedział coś, ale każde jego słowo odbijało się ode mnie. W jego oczach widziałam ból, tak jakby chciał mnie przeprosić. Perrie wyczuła co obecnie dzieję się z JEJ MĘŻCZYZNĄ i przejęła inicjatywę. Splotła ich dłonie w szczelnym uścisku i pociągnęła Zayna w stronę domu.
    Czy dziwiłam Jej się ? Oczywiście, że nie. Nawet nie miałam do NIEJ o to żalu. To zwykła dziewczyna, która strasznie kocha mężczyznę, który ma wszystko co potrafi sprawić, że słodzenie herbaty w Jego towarzystwie to coś niezwykłego . Perrie naprawdę Go kochała. Znała go dobrze, choć pewnie nie bardzo dobrze. I jeśli to Ona jest tym czego szukał ?
    To szczerze to pierdolę, i nie mam zamiaru akceptować tego, że jakimś cholernym zbiegiem okoliczności ten popieprzony świat zwala na mnie wszystkie cierpienia całego świata. Jedno wielkie błędne koło. Uciekasz od bólu i w nagrodę dostajesz jeszcze większy.
    Naciągnęłam na dłonie rękawy obszernego swetra i po kilku przepłakanych minutach byłam w domu. Maja dzwoniła od dobrych dwóch godzin. Nie odbierałam. Wiedziałam, że się martwiła, ale chyba lepiej żeby nie słyszała tonu mojego głosu.
    Byłam już przed drzwiami naszego domu, kiedy wewnętrzny głos w środku kazał mi się odwrócić. Moje opuchnięte oczy doskonale rozpoznały wysportowaną sylwetkę i kasztanowe lśniące włosy opadające kaskadą na uwydatnione kości policzkowe. Orlando. Był tak podobny do Zayna. W końcu to jego ojciec to zrozumiałe, ale rzadko spotyka się kogoś kto aż tak przypomina własnego ojca.
    Mężczyzna podszedł do mnie i mocno przytulił. Nie puszczał mojego ciała, a ja mimowolnie zachłannie wciągałam zapach jego męskich perfum. Jego usta czule pocałowały czubek mojej głowy. Nie odsuwałam się. Chyba tylko dlatego, że tak bardzo przypominał mi Jego. To jedyny powód. Sprawiał, że w jakiejś mniejszej części czułam się bezpieczna. Czułam się tak jak z Zaynem, zachowując się jednocześnie jak rasowa suka, bo przecież nic do niego nie czułam. Nic poza przyjaźnią i zobowiązaniem odpowiadania na telefony.
    -Obiecuję, że już nigdy nie będziesz płakać przez tego nie wychowanego gnojka.
    Podniosłam wzrok by wyczytać cokolwiek z Jego oczu, jednak ten dar działał tylko przy panu "niewychowanym".
    -Przecież nie płakałam-skłamałam.
    -Mama (patrz Pani Kate) powiedziała mi wszystko. Zbieraj się, i nie przyjmuję odmów. -powiedział ukazując szereg śnieżno białych zębów. Dopiero wtedy dostrzegłam niewidoczne wcześniej dołeczki w jego policzkach.
    -A wiesz co ?Bardzo chętnie. -powiedziała wyczuwając nagły przypływ siły w środku.
    Orlando był widocznie zdziwiony Moją odpowiedzią, jednak poprosiłam Go by dał mi trzydzieści minut. Powiedział, że zaczeka w samochodzie, co było mi na rękę bo nie chciałam, żeby widział mnie w stanie ogólnego latania po mieszkaniu w poszukiwaniu majtek i kolczyków.
    Odprowadził mnie swoim spojrzeniem do domu. Nie zdążyłam zdjąć butów, kiedy usłyszałam :
    -Więc tak. Tu masz sukienkę za którą wybuliłam mnóstwo kasy więc nie zalej jej jakimś wytrawnym winem. Mamy pół godziny, więc lokówka już się grzeję a Ty zmywaj ten rozmazany tusz z policzków, a Ja polecę po kosmetyki.-powiedziała Majka wyrywając mi z dłoni płaszcz, by po chwili zatrzymać się przy schodach i powiedzieć -Orlando... przepraszam, ale kiedy słyszę to imię i widzę Jego twarz na ekranie telewizora mam ochotę ściągać bieliznę.
    -Straszliwie Cię kocham wiesz o tym prawda ?-powiedziałam wypijając Jej kawę.
    Maja zatrzymała się na schodach i odpowiedziała tonem przepełnionym troską -Ten gnojek nie jest Ciebie wart Marina. Za drzwiami czeka na Ciebie odpowiedzialny mężczyzna. Właśnie Marina. On zachowuję się jak mężczyzna.
    Po wypowiedzianych słowach dziewczyna zniknęła w jednym z pokoi, a ja czułam, że ma cholerną rację. Bolał mnie fakt, że nie popierała mojej znajomości z Zaynem, jednak Ona wiedziała jak toksyczne było to wszystko. Nie chciała, żebym znowu czuła, że ktoś zabawił się moim sercem i ciałem, tak jak wtedy.. w grudniu.
    *30 minut później*
    Patrzyłam na swoje odbicie w lustrze, a Maja poprawiała moje włosy. Moje uwydatnione nogi naprawdę przyciągały uwagę. Sukienka była śliczna [KLIK] .
    -Myślisz, że wyglądam ładnie ?-zapytałam .
    -Wyglądasz ślicznie kochanie.-powiedziała Majka mocno mnie przytulając. Czasem czułam się tak jakby to Ona była moim księciem z bajki, który nigdy nie pozwoli mi upaść i rąbnąć tyłkiem w podłogę.
    *Restauracja na przedmieściach Londynu*[KLIK]
    Orlando ujmował Moją dłoń już dłuższy czas. Płomienie lampionów które były wywieszone na zewnątrz nadawały wspaniały klimat całemu pomieszczeniu, a uśmiech nie schodził z Mojej twarzy. Od dłuższego czasu mężczyzna przypatrywał się mi z taką ciekawością i tajemniczością. Jego wzrok powodował uczucie mrowienia w moim podbrzuszu, a słowa Majki nadal brzmiały gdzieś z tyłu mojej głowy.
    TO PRAWDZIWY ODPOWIEDZIALNY MĘŻCZYZNA.
    -Wyglądasz idealnie.-powiedział skupiając wzrok na moich ustach.
    Poczułam się skrępowana ponieważ On był starszy, nie był mi tak znany jak Zayn. Bałam się. Orlando od razu zauważył, że coś jest nie tak.-Coś się stało? -zapytał.
    Stało i to wiele-pomyślałam. -Zamyśliłam się i dziękuję za komplement.-odpowiedziałam.
    Czasami zastanawiam się, czy coś jest jeszcze oczywiste? Czy jest jeszcze coś właściwego i błędnego? Dobrego i złego? Czy jest prawda i kłamstwo? Czy może wszystko jest względne? Pozostawione do interpretacji. Szare. Czasami musimy nagiąć prawdę. Zmienić ją. Bo stawiamy czoła rzeczom, które nas przerastają. A czasami pewne rzeczy po prostu nas dosięgają. Prawda nadal jest oczywista. Uwierz w to. Nawet, jeśli ta prawda jest trudna i zimna i bardziej bolesna, niż możesz to sobie wyobrazić. I nawet jeśli prawda jest bardziej okrutna niż niejedno kłamstwo.

Marina M.
_______________________________________________
Hej haj heloł. Rozdział jest dla mnie strasznie emocjonalny. Włożyłam w niego bardzo wiele uczuć i mam nadzieję, że to docenicie. Komentujcie jeśli chcecie ja wspomnę tylko, że z okazji 200 obserwatorów to wydarzy się niedługo będzie konkurs :)) Proszę jeszcze żebyście udzielali się na asku i TT. bo chcę mieć z wami konkurs, i oczywiście piszcie jeśli chcielibyście mnie poznać bo mam w planach zrobienie TINYCHAT :)
TUTAJ MACIE ASKA WCHODZIĆ I ZADAWAĆ PYTANIA BO JAK NIE TO URWĘ GŁOWE  
love *u* all <3

sobota, 5 października 2013

16."Prawie prawie nigdy nie wystarczy."

    Obudził mnie mocny i przyjemny zapach. Moje policzki dotykały delikatnie unoszącej się klatki piersiowej Zayna. Na mojej twarzy mimowolnie pojawił się uśmiech. Z lekkim grymasem zmęczenia uniosłam swoje ciało podpierając się na łokciach. Zza ramienia bacznie przyglądałam się wyraźnym rysom chłopaka. Teraz, kiedy wiedziałam już kim jest i czym się zajmuję, Jego twarz wydawała mi się taka poważna, aczkolwiek nadal beztroska. Wstałam z łóżka kierując się do łazienki. Spojrzałam w lustro delikatnie oblałam twarz zimną wodą, związując przy tym włosy w niedbałego kucyka.
    Kiedy wyszłam z łazienki Zayn nadal spał dlatego cicho otworzyłam drzwi i powoli zeszłam do kuchni. Włożyłam dwie kromki tostowego pieczywa do opiekacza i wyjęłam konfitury z owoców mango. Popijając gorącą kawę przeglądałam Vougea, zastanawiając się, czy firma zdecyduję się mnie zatrudnić bo przecież czekam już jakiś tydzień. Rozmyślałam też nad propozycją Orlanda. Fakt, że miałabym brać udział w jego filmowej produkcji pewnie nie spodobałby się Zaynowi. To wszystko było tak skomplikowane, że chyba bardziej przypadło mi do gustu rozmyślanie nad powstawaniem konfitur niż nad znajdowaniem racjonalnego wyjścia z sytuacji.
    Kiedy zjadałam już ostatni kawałek tosta, usłyszałam zachrypnięty głos Zayna :
    -Witaj-powiedział szarmancko całując czubek mojego nosa. Odpowiedziałam mu zawstydzonym uśmiechem. Mój mężczyzna podszedł do kuchennego blatu i zaczął wsypywać ziarna kawy do ekspresu. Wstałam i delikatnie położyłam swoje małe dłonie na jego nagich mięśniach. Momentalnie bardzo się spiął, a na jego ciele widoczna była gęsia skórka. Zaskakujące, jak oboje potrafiliśmy na siebie działać. Zaczęłam delikatnie masować barki Zayna, ugniatając mocniej jego spięte mięśnie. Podeszłam bliżej i obejmując go tak, że moje dłonie znajdowały się na jego klatce piersiowej oparłam głowę o jego plecy.
    -Widzę, że moja Królewna chcę się ze mną droczyć tak?- zapytał i już miał się odwracać kiedy ścisnęłam mocniej jego ciało mówiąc-Wyjeżdżamy. Opuścimy to miejsce, i wszystko co jest teraz między nami przestanie istnieć tak?-powiedziałam nie uwalniając ani jednej łzy, chociaż tak bardzo chciały wyjść na zewnątrz.
    Zayn przez chwilę milczał, a jego serce biło coraz mocniej, gwałtowniej... szybciej.
    -To moja praca, Ja... ja muszę udawać, że Ją kocham rozumiesz?
    Jego słowa w tym momencie były jak wystrzeliwane pociski. Jak gdyby ktoś włożył mu do buzi rewolwer z którego co jakiś czas, bo nie codziennie wydobywały się śmiertelne dla mnie pociski. Może On nie zdawał sobie z tego sprawy, ale był moim władcą, mimo, że to Ja decydowałam o tym kiedy i w jaki sposób może mnie dotykać, to właśnie On sprawował pieczę nad moimi najważniejszymi czynami. To On kierował moim sercem, i moim życiem. I czy właśnie w tym momencie to zaczęło mnie przerażać ?Tak. Przerażał mnie fakt, że miłość tak mocno odbiera nam kontrolę nad samym sobą i oddaję Ją w ręce tej drugiej osoby. I nie zawsze, te ręce są odpowiednimi do Jej otrzymania.
    Łza bezwładnie spływała po moim policzku mocząc kawałek skóry Zayna. Ten momentalnie się odwrócił chwytając mój podbródek. Umiałam tylko cichą szepnąć : -Proszę, nie dotykaj. Nie dotykaj mnie..
    -Ja już kurwa mać nie wiem co mam robić tak ?-krzyknął odpychając mnie-Nie potrafię do Ciebie dotrzeć kobieto ! Mam za wiele do stracenia, i staram się. Nie mogę Cię stracić, ale kiedy już przychodzą sprawy których nie unikniemy, Marina nie unikniemy ich ! To ty znowu to robisz. Znowu mnie odpychasz !
    Krzyczał tak głośno, że zaczęłam się go po prostu bać. Miał nade mną przewagę, siłową i psychiczną. Tak strasznie się bałam. Prosiłam cicho łkając -Proszę przestań krzyczeć. Proszę-Próbowałam chwycić jego rękę, jednak Ten szybko się wyrwał i nadal krzyczał. Płakałam coraz mocniej jednak On nadal wykrzykiwał słowa, które już zupełnie do mnie nie docierały. Czułam się osaczona. Osaczona tak jak tamtej nocy. Dokładnie tam samo.
    -Dość już ! Przestań proszę. Proszę ..-powiedziałam osuwając się na ziemię. Nie miałam już siły. Każdy dzień w Jego towarzystwie zwyczajnie mnie niszczył. Nie mogłam tak dłużej. Przyleciałam tu, żeby zapomnieć, a jest jeszcze gorzej. Miałam dość.[KLIK] 
    Chłopak przestraszonym wzrokiem popatrzył na mnie. To było jak odebranie mu wszelkiej mocy. Teraz to On bał się samego siebie. Uderzył pięścią w kuchenny blat : -Boże tak bardzo przepraszam. -Tylko tyle powiedział. Dotarło do niego to co zrobił. Pobiegłam szybko do naszej sypialni i wyciągnęłam jakieś ubrania z szafy szybko się ubierając. Taksówka już czekała. Zayn dobijał się do drzwi jednak ja nie otwierałam. Czemu? Tak strasznie bałam się, że po prostu mi coś zrobi. Kiedy spakowałam już wszystkie rzeczy wybiegłam z pokoju bez słowa wsiadając do taksówki. Nie próbował mnie zatrzymać. Chyba sam nie wierzył w to co się właśnie działo. Dopinając kurtkę [KLIK] podałam adres taksówkarzowi.
    To działo się tak szybko. Rano jeszcze moja głowa opierała się o Jego nagie ciało, a teraz ? Teraz wszystko wróci do normy. Wszystko ułożę. Sama, ale wiem, że dam radę. Kiedyś muszę skupić się na sobie. Muszę..
*trzy miesięce później*
    Dużo się zmieniło. Odkąd uciekłam, bo chyba tak można to nazwać z letniskowego domku nad jeziorem, pięknym i zimnym jeziorem, nie utrzymywałam kontaktu z Zaynem. Przyzwyczajenie nie dało za wygraną. Na bieżąco śledziłam poczynania Kilam House, i obserwowałam jak Zayn publicznie całuję Perrie. Chyba byli razem, tak naprawdę.
    Wyprowadziłam się od Pani Katie, która teraz mieszka ze swoim obecnym życiowym partnerem. Kobieta była bardzo smutna, jednak odwiedzam ją praktycznie codziennie, co nie zmieniło naszych stosunków na gorsze. Wynajęłam dom dzieląc wydatki na pół. Moją "drugą połówką" je Ona. I życiową i finanswoą (nie nie zmieniłam orientacji spokojnie). Maja. Maja James, która codziennie zmienia moje życie o kilkanaście stopni. Moja idealne kobieca połowa. Tak samo chora i tak samo nienormalna jak Ja. Druga po Pani Kate kobieta, która wie o "grudniowych potworach". Poznałyśmy się w Vouge, ponieważ dzięki interwencji Orlanda dostałam tę pracę. Po pracy natomiast Maja zajmuję się moją mini karierą. Tak to brzmi zabawnie jednak śpiewanie w garażu jest całkiem fascynujące. Pomaga w wielu beznadziejnych wieczorach, kiedy dotykając swojego ciała czuję Jego zapach. Czuję jego dłonie, i rozpaczliwe wołam. Wołam do niego.
*następnego dnia*
    -Co zrobiłaś z moją koszulą nie dorobiony rozczchrany mopsie ?!-krzyknęła Majka szukając stroju do pracy.
    Śmiejąc się Jej prosto w twarz odpowiedziałam:-Nie jesteś normalna.-dając buziaka w policzek poszłam ubierać się do pracy. Jeszcze zupełnie nie świadoma obrotu sytuacji.

_________________________________________
NIE NIE ZAPOMNIAŁAM.
nie dodawałam tak wiem, ale pisząc zastanawiam się...
nie myślę typu "Uuu dla kogo to"bo wiem, że 161 obserwatorów to nie takie nic.
 jednak nie czuję się w tym dobra, a jeśli już coś robię to chcę robić to na 100%. Cały przyszły tydzień mam zawalony w testach, ponieważ piszę w tym roku egzamin chcę skupić się na nauce. Piszcze co o tym sądzicie, a jeśli to ma dalej sens, to to "przeczytania" w przyszłą sobotę. NIE TO NIE SĄ SŁOWA RZUCANE NA WIATR.
sama już nic nie wieeem. DOBREJ NOCY <3
Marina M.
    

wtorek, 6 sierpnia 2013

15."Jest tak głośno w mojej głowie od słów, które powinienem powiedzieć"

    Kiedy moja głowa idealnie dopasowywała się do klatki piersiowej Zayna, z jego ust wydobyło się ciche ziewnięcie. Zdezorientowana jego zachowaniem zapytałam bez chwili namysłu:
    -Nie wyspałeś się?-Ten tylko delikatnie pogładził moje włosy i odpowiedział-Jakoś nie dane było mi spać-wypowiadając te słowa łobuzersko się uśmiechnął.
    -Czyżby łóżko było nie wygodne, Panie Malik?-odpowiedziałam przygryzając dolną wargę.-Zayn słysząc moje pytanie cicho się zaśmiał-Otóż do godziny dwudziestej trzeciej obserwowałem jak najpiękniejsza kobieta świata usypia, bo powinnaś wiedzieć, że jest to moje ulubione zajęcia-całując delikatnie moje usta kontynuował-Potem zdrzemnąłem się na dwie godzinki, i na szczęście do czyjejś głowy przyszedł wspaniały pomysł przerwania mi snu.
    -W takim razie bardzo przepraszam jeśli to Moja wina, ale moje budzenie nie miało na celu jakiegokolwiek uprzykrzania Ci się-powiedziałam nieco mocniej niż zawsze napawając się smakiem jego ust.
    Zayn szybko wziął mnie na ręce, a ja oplotłam jego talię moimi udami. Chłopak ułożył swoje ręce pod moimi udami. Wiedziałam, że nie jest mu najwygodniej w tej pozycji, ale moja podświadomość uśmiechała się sama do siebie, bo mężczyzna, który mnie obejmował, szanował moje nie zależne w pewnym stopniu ode mnie "upodobania".-Pozwól, że dokończymy naszą poranną rozmowę w tym samym miejscu, w którym ją skończyliśmy.-powiedział Zayn, ukazując przy tym szereg śnieżnobiałych zębów.
    -W dalszym ciągu mam ochotę na spacer, zatem delikatnie odstaw mnie na miejsce i pozwól iść-powiedziałam próbując nadaremne oderwać wzrok od jego oczu.
    -Bardzo nie podoba mi się ten pomysł, aczkolwiek chyba będę musiał wyrazić na niego zgodzę, bo skoro zostajemy tu jeszcze trzy dni to muszę wykonać parę biznesowych telefonów.-odpowiedział podkreślając słowo BIZNESOWYCH.
    Moje usta mimowolnie ułożyły się w podkowę, czego na szczęście nie zauważył Zayn.-Mogę odpalić laptopa w Twoim pokoju? Bo na dole nie ma zasięgu.-powiedział.
    -Jasne-odpowiedziałam delikatnie się uśmiechając-Tylko nie grzeb w mojej bieliźnie !-krzyknęłam wychodząc z pokoju. Zayn odpowiedział mi cichym śmiechem-Postaram się kochanie !
    Na dworze nie było zimno, a na pobliskiej już dobrze znanej mi ławce dostrzegłam koc. Swoją drogą jak na środek lutego było całkiem ciepło. Chwyciłam leżący na ławce koc, i powolnym krokiem poszłam w stronę drewnianego mini mola, które ukazywało panoramę zlodowaciałego jeziora.
    Na zimnym drewnie położyłam złożony na pół gruby koc. Usiadłam na nim podkulając nogi i bacznie obserwowałam wyskakujące z przerębli ryby. Dopiero teraz miałam okazję zobaczyć, a jak wykwintne i zadbane miejsce zabrał mnie Zayn. Wszędzie rosły starannie posadzone drzewa, a cała koncepcja "romantycznego odludzia" była starannie zaplanowana.
    Owinęłam swoją klatkę piersiową nieco mocniej, ponieważ zimne powietrze dawało się we znaki. Myśląc nad wszystkim i niczym powoli traciłam poczucie czasu, ale jakoś nigdzie mi się nie spieszyło. Z czasem nawet zimne drewno zaczęło być przyjemne. Myślałam nad pewnym podziałem. Gdybym w tej chwili miała wrzucić mnie i Zayna do jakiegoś koszyka, czy trafilibyśmy do koszyka z napisem "skomplikowane", "to jest to", czy "macie czas na wybranie swojego koszyka?". Mój umysł często mnie zaskakiwał, ale martwił mnie fakt, że w obecnej chwili nie wiedziałam jak odpowiedziałabym na takie pytanie. Nie wiedziałam, do jakiego kosza bym nas przyporządkowała. A może jest tak, że coś co tworzymy razem jest tak odrębne od całej reszty, że już zawsze będziemy inni, na swój sposób wyjątkowi? Bardzo chciałabym, żeby ta lepsza wizja naszego mam nadzieję przyszłego świata się sprawdziła.
    Sprawdzając godzinę na lekko zmarzniętym wyświetlaczu białego blackberry zobaczyłam piętnastą. Na drewnianym molo siedziałam dobre trzy godziny. Postanowiłam wracać do domku, a na myśl o przytuleniu się do rozgrzanego ciała Zayna robiło mi się ciepło.
    Szybko ściągnęłam buty i odruchowo poszłam do kuchni. Na blacie stała świeżo zapalona kawa. Kubek nie był pełny więc na pewno była Zayna. Po dwóch łykach moje ciało wypełniły przyjemne dreszcze rozkoszy. Obok kubka leżały trzy czarne teczki wypchane po brzegi jakimiś dokumentami. Wzrokiem oplotłam otaczające mnie pomieszczenie i nigdzie nie widziałam mulata, dlatego postanowiłam sprawdzić co skrywają teczki. To co zobaczyłam na chwile zabrało spod moich nóg stabilny grunt. Na jednej z białych kartek widniał wyciąg z banku niejakiego biznesmena pod pseudonimem "Kilam House". "Kilam House" było jedną z najpotężniejszych siedzib zajmującym się wszelkimi interesami, i chyba tylko osoby, które nie posiadają telewizora, i kogokolwiek w rodzinie, kto interesowałby się w najmniejszym stopniu polityką nie słyszałyby o niej. Tym bardziej zdziwił mnie fakt, co wyciąg z konta, tak ogromnej firmy robi w prywatnej teczce Zayna. Lustrując kolejne kartki również dotyczące "Kilam House" usłyszałam skrzypienie schodów.
    Szybko odskoczyłam od blatu na którym znajdowały się teczki i nerwowo oparłam dłonie o przeciwległy blat. Po chwili w wejściu zobaczyłam Zayna, który wpatrywał się we mnie z takim samym zachwytem jak wtedy kiedy zobaczył mnie przed domem Pani Katie, i tak samo jak wtedy, kiedy patrzył na mnie zeszłej nocy. To coś co od kilku dni pozostawało niezmienne. Coś do czego bardzo łatwo się przyzwyczaiłam i coś od czego odzwyczajać nie chcę się już nigdy.
    Zayn stał w samych spodenkach do kosza, i wyłączonym już telefonem.
    -Widzę, że moja kawa bardzo Ci smakuję-powiedział podchodząc i obejmując mnie mocno.-Zmarzłaś-dodał dotykając mojego policzka.
    -Trochę się zasiedziałam, swoją drogą tam jest naprawdę pięknie, szkoda, że nie poszedłeś...-powiedziałam z tym idealnie wyćwiczonym ironicznym uśmiechem. W tym zdecydowanie byłam mistrzynią. Chłopak lekko opuścił dłonie z mojego ciała i oddalił się o kilkanaście centymetrów. Zabrał z blatu rozłożone teczki i nie patrząc już na mnie powiedział-Nie mam na to wpływu i powinnaś bardzo dobrze o tym wiedzieć.
    Nie minęła minuta, a Zayna już nie było w kuchni. Byłam strasznie zdziwiona jego zachowaniem, ale widocznie sarkastyczny uśmiech nie należy do jego ulubionych.
*21.30-salon*
    Zayn nie odzywał się do mnie od kilku godzin, i w sumie nie wiem gdzie go wcięło. Po tym jak poszedł na górę zamknął się w pokoju, a żeby było jeszcze zabawniej, zamknął się w NASZYM pokoju.
    Dawno pozbyłam się skarpetek okrywających moje małe stopy, i trzymając w ręku, szklankę z białego wystawnego szkła, oglądałam poród Kim Kardashian. Tak, ja też nie zamierzam tego komentować. Po dwudziestu minutach potwornego krzyku ogromnej jak orka Kim miałam dość. Chwyciłam pilot, i przełączyłam na pierwszy lepszy, mniej krwawy program. Jak na złość Zaynowi trafiłam, na cowieczorne obrady naburmuszonych, grubych biznesmenów. Głos blond lali śliniącej się do każdego bogatego staruszka rozbrajał mnie na cząstki elementarne:
    A teraz coś z górnej półki. Dosłownie pięć minut temu dowiedzieliśmy się o gwałtownych zmianach w statucie finansowym "Kilam House". Firma prowadzona przez nadal ukrywającego się biznesmena, zakupiła kolejne biuro znajdujące się na północnej części Amsterdamu. Przedstawiciele właściciela firmy, niejakiego Pana Kilama, nie chcą odpowiadać na pytania. Kolejne nabyte posiadłości wprowadzą wiele zmian w świecie rozruchu Amsterdamskim złotem. Więcej informacji podam państwu już jutro. Życzę miłej nocy. Ariela Yeti.
    Po piętnastominutowym napadzie śmiechu, który wywołało nazwisko prezenterki zaczęłam poważnie zastanawiać się nad tym, co tak naprawdę łączy Zayna z "Kilamem". Skoro posiadłość została kupiona właśnie dziś, a Zayn nie zauważył nawet mojego kilku godzinnego zniknięcia z domu...Czy ja mogę się w to wtrącać? Wiem jedno, wiem o Maliku jakąś cząstkę tajemnicy, której nie chcę nikomu wyjawić.
    Moje powieki mimowolnie opadły na dół. Ciepło z kominka wypłoszyło wszystkie myśli z mojej głowy, a jedyne co zdążyłam zrobić przed uśnięciem to zdjęcie grubego swetra.
*9.45. ranek.*
    Promienie słoneczne wpadały do mojego pokoju przez lekko otwarte drewniane drzwi balkonowe. Jak na złość świeciły wprost na moje oczy. Lekko przetarłam oczy i nie zastanawiając się, jak znalazłam się w swoim łóżku pomaszerowałam do łazienki. Umyłam zęby i rozczesałam o dziwo proste włosy. BUM. Przyszedł czas na zaskoczenie. Wychodząc z łazienki zobaczyłam swoją sylwetkę ubraną w coś, co chyba miało być jako taką pidżamą [KLIK] .Wiedziałam, że sprawcą skomponowania tego stroju był Zayn, bo ja nawet nie posiadałam koszulki z logiem "wspaniałego One Direction". Widocznie Zayn wozi ze sobą zapasowe dla napalonych fanek, czy czegoś w tym stylu. W skarpetkach z wzorkami przedstawiającymi Hamburgery i frytki opuściłam łazienkę.
    Na moim łóżku czekał UBRANY Zayn. W ręku trzymał nie wielką drewnianą tacę, na której znajdowała się biała miseczka wypełniona czekoladowo-truskawkowymi musli, oraz odtłuszczony kefir. Obok mojego dietetycznego zestawu stał ten sam co wczoraj kubek, z tą samą tylko oczywiście świeższą kawą. Ktoś tu chyba wykonał cichy telefon do nie zawodnej babci.
    -Czyżbyś chciał się zrekompensować?-powiedziałam z obojętnością, bo nadal byłam lekko smutna, za to jak potraktował mnie wczoraj.
    -Jeżeli mogę się rekompensować to tylko i wyłącznie za to, że przez jakieś dwie sekundy dotykałem twojego brzucha, ale to tylko na potrzeby założenia bluzki naprawdę, resztę robiłaś sama przez sen i tu naprawdę musisz mi uwierzyć-zaczął od razu się tłumaczyć, ale wiem, jak dziwne rzeczy robię przez sen, i cieszyłam się, że nasza potworna w tym momencie umowa, nadal go obowiązywała.
    Lekko zachichotałam pod nosem i spojrzałam na swoje skarpetki.-A to?-dotykając bluzki kontynuowałam-I to? jak zamierzasz mi wytłumaczyć?-powiedziałam powoli podchodząc do nieziemsko wyglądającego Zayna.
    -Jeśli chodzi o bluzkę, to od dawna moim cichym fetyszem, może pragnieniem... tak. Moim pragnieniem było zobaczenie Cię w bluzce z napisem "I love Zayn", ale takowej nie posiadam, więc dałem coś, co jako tako może o mnie przypominać jakimś kilkunastu milionom dziewczyn na świecie-odpowiedział lekko się rumieniąc.
    -Skąd pewność, że jestem fanką One Direction? Bo akurat ogromną fanką Hamburgerów i Frytek? Owszem jestem, ale co do One direction- nie kończąc wzięłam tackę z jedzeniem od Zayna i odstawiłam ją na nocną szawkę.
    -Nie myśl sobie, że skarpetki Ci oddam, dostałem je od Nialla -zaśmiał się gwałtownie łapiąc mnie w pasie, tak, że szybko wylądowałam przygnieciona przez Zayna na nie pościelonym jeszcze łóżku.
   Z mojego gardła wydobył się głośny pisk, który został stłumiony głębokim pocałunkiem mojego porannego oprawcy. Zayn przywierał na mnie całym swoim ciałem, każdym jego milimetrem. Chwilowy przypływ adrenaliny odebrał mi zdrowy rozsądek. Położyłam swoje dłonie na dwóch małych dołeczkach, które znajdowały się tuż nad jego pośladkami. Zaczęłam delikatnie po nich jeździć, by po chwili poczuć coraz płytszy oddech Malika na swojej klatce piersiowej.
    -Może sprawę skarpetek da się jeszcze przedyskutować?-powiedziałam przygryzając jego prawe ucho. W odpowiedzi dostałam tylko ciche mruknięcie. Czułam ręce Zayna na swoich łydkach. Zbliżał się do wyznaczonej granicy, ale siła przyjemności, jaka mną rządziła, pozwalała mu na więcej. Czekałam, aż jego dłonie znajdą się na moich pośladkach. Po chwili Zayn delikatnie całując moje usta powiedział-Wyznaczyłaś granice Kochanie, i ja zamierzam się ich trzymać, tylko Ty też bądź dla mnie nieco łaskawa.
    Moje serce szeroko uśmiechało się do mojej wewnętrznej Bogini. Tak bardzo imponował mi swoją powściągliwością odnośnie dotyku mojego ciała. Tak bardzo szanował moją tajemnicę. Ja też postanawiam szanować Jego. Nie będę mieszać się w sprawy "Kilam House" dopóki Zayn sam mi o tym nie powie.
    -W jaki sposób mam być dla Ciebie łaskawa?-zapytałam nadal pieszcząc dół jego pleców.
    Malik całując moją szyję powiedział ledwie słyszalnym tonem-Nie dotykaj tych części Mojego ciała, które mogłyby spowodować, że przestanę się powstrzymywać.
    Oddaliłam głowę od jego ucha, i przekręciłam się tak, że po chwili, to On leżał pode mną. Patrząc w jego pełny pożądania wzrok powiedziałam-Kawa stygnie. Zayn tylko cicho zachichotał i podał mi kubek z gorącą cieczą.
    Poranek spędziliśmy na wzajemnym łaskotaniu się, oraz rozmawianiu o pracy Zayna, jak i moim spotkaniu w sprawie pracy w Vouge.
    Około siedemnastej Zayn oznajmił mi, że ma dla mnie niespodziankę.-Możesz sprawdzić, która jest godzina?Tam za Tobą jest mój telefon.
    Bez oporu sięgnęłam to IPhonea Zayna. Uśmiech mimowolnie pojawił się na mojej twarzy kiedy moim oczom ukazała się tapeta wyświetlacza.

     -Wybrałeś najgorsze zdjęcie-krzyknęłam rzucając poduszką w Zayna.
    Ten szybko rzucił się na mnie i wyrwał z dłoni swój telefon. Przerzucił mnie przez swoje ramie, tak, że znowu leżeliśmy na łóżku.-Już teraz nie będę takim fajnym bad boyem bo wyszło na jaw, że kiedy nie ma Cię obok mnie wpatruję się w IPhona -powiedział całując mój policzek.
    Delikatnie się uśmiechnęłam i szybko zmieniając temat zapytałam-No to mów, jaką niespodziankę dla mnie przyszykowałeś, bad boyu. Zayn poprzez uśmiech powiedział -Zabieram Cię na kolację do specjalnie wynajętej na tę okazję restauracji- powiedział dumnie.
    Wiedziałam, że wynajęta restauracja, nie miała być częścią romantycznego planu, a jedynie uniknięciem wspólnego zdjęcia. Jednak nie chciałam odbierać Malikowi tego nie zastąpionego wyrazu twarzy dlatego delikatnie musnęłam jego usta w geście zgody na wieczorne wyjście.
    -Masz jakąś godzinę na włożenie na siebie sukienki, która wisi schowana w łazienkowej szafie. Podziękujesz później-powiedział całując czubek mojej głowy i powoli opuścił już w pełni Nasz pokój.
    Cholera mam tylko godzinę. Nie mal wbiegłam do łazienki, i nie sprawdzając jeszcze kreacji włączyłam tym razem moją playlistę, bo przecież podstawą szybkiego uszykowania się u Mariny Moss jest dobry wokalista. Och tak, Jaredzie Leto, tęskniłam. [KLIK].
     O równej osiemnastej w pełnym makijażu oraz kreacji wybranej przez Zayna [KLIK] wykonywałam ostatnie poprawki. Tego wieczoru moje ciało zdobiła piękna sukienka od Stelli Mccartney oraz szpilki od Giuseppe Zanottiego. Byłam w niebo wzięta, bo taki zestaw, dla kogoś kto pasjonuję się modą był czymś wymarzonym. Wylewając na siebie kilka kropel ukochanego Chloe wyszłam z pokoju. Dostojnym krokiem kroczyłam przez korytarz ściskając nerwowo czarną kopertówkę. Spoglądając na dłoń, na której znajdował się pierścionek od Zayna uśmiechałam się sama do siebie w duszy powtarzając, że będzie dobrze.
    W oświetlonym jedynie ogniem dochodzącym z kominka salonie stał Zayn.
    Wyglądał tak świetnie i idealnie, jak tylko wyglądać mógł tamtego wieczoru.-Cześć przystojniaku-powiedziałam niepewnie patrząc na niego spod długich rzęs. Zayn momentalnie się odwrócił i patrzył jeszcze przez chwile. Nie tracąc czasu powiedziałam-Nie czekam na komplement odnośnie tego jak wyglądam, bo rozumiem, że jesteś Bad Malik Boyd, i musisz zachowywać pozory. -Szeroko uśmiechając się do pozostającego w tej samej pozie Zayna powiedziałam -Jedziemy ?
    -Tak, oczywiście jedziemy.-odpowiedział dobierając niezdarnie słowa.
    Wychodząc przed dom Zayn chwycił moją zimną dłoń, i splótł nasze palce. Otworzył mi drzwi do czarnego Land Rovera i udając, że wyjmuję kluczyki przychylił się tak, że siedząc w samochodzie jego szyja była na wysokości moich ust.-Nawet o tym nie myśl!-prawie wykrzyczał kiedy zbliżałam swoje usta-Jeśli chcesz żebyśmy spokojnie dojechali to tego nie rób.-Posłusznie odsunęłam swoje usta, a jeden kącik powędrował do góry kiedy znów poczułam zapach Zayna- A tak na marginesie to pięknie dziś wyglądasz-powiedział całując czule moje pomalowane czerwoną szminką usta.
    Całą drogę ręka Zayna spoczywała na moim kolanie, cały czas wędrując od góry do dołu. Odpędzałam od siebie myśli, które nie mogły towarzyszyć mi akurat w samochodzie, i jakoś dawałam radę pokonują kolejne kilometry.
    Nagle spokojnie zapytałam Zayna- Co łączy Cię z "Kilam House"?
    Twarz Zayna minimalnie zesztywniała- Może zwiększyć ciepło w samochodzie, wiesz jest zimno i..-nie dane było mu dokończyć- Nie zmieniaj tematu -warknęłam. -Odpowiesz na moje pytanie ?
    -Skąd pomysł, że coś łączy mnie z Kilamem ?
    -Nie ufasz mi?
    -Odpowiadasz mi pytaniem na pytanie Marina.
    -Czyli jednak mi nie ufasz, dobrze, że chociaż to sobie wyjaśniliśmy-powiedziałam uwalniając swoje kolano spod uścisku dłoni Zayna.
    -Wyjaśnimy to przy kolacji kochanie, tylko daj mi się Tobą nacieszyć dobrze?-powiedział pomagając wysiąść mi auta.
    Brak odpowiedzi był najlepszą odpowiedzią.
    Pośród ogromnej sali z kryształowym żyrandolem stał drewniany stół, na którym położony był gruby obrus w waniliowym kolorze. Świecie znajdowały się dosłownie wszędzie, a małe lampki dodawały zimowego uroku.-Pięknie-tylko tyle zdołałam powiedzieć. Zayn popatrzył na mnie i wręczając nie poznającemu go kelnerowi kartkę z rezerwacją rozdzielił moje wargi swoim językiem powodując drżenie w moim podbrzuszu. Oddając pocałunek chciałam podziękować mu za ten wystrój i za to jak wiele musiał zrobić byśmy byli tu sami.
    Siedzieliśmy już na swoich miejscach kiedy powiedziałam- Kilam... to jest Twoje nazwisko, tylko czytane od tyłu tak?
    Zayn zalotnie uśmiechając się powiedział-Piękna i w dodatku mądra, zgadłaś.
    Pomimo szoku jak doznawałam zdołałam odpowiedzieć -Brak bogactwa nie wyklucza posiadania inteligencji.
    -Brak bogactwa? Nie sądzę. Przecież Twoi rodzice zarabiają dobrze, nawet bardzo.-powiedział lustrując kartę dań.
    -Sprawdzałeś mnie ?!
    -Musiałem wiedzieć z kim zamieszka moja babcia, i nie powinnaś mieć mi tego za złe-powiedział z tym swoim epickim spokojem.
    Nie zamierzałam się kłócić, chociaż fakt, że tak łatwo ulegam przy Zaynie coraz bardziej mnie intrygował.
    -Wybrałaś już coś?-zapytał kładąc dłoń na mojej.
    -Punkt czternaście i trzydzieści cześć, mam ochotę na kalmara-powiedziałam odkładając kartę.
    Zayn gładząc pierścionek znajdujący się na moim serdecznym palcu zapytał-Lubisz go ?
    -Co za idiotyczne pytanie w ustach takiego biznesmena panie Malik. To jest pytanie retoryczne.
    -Takie odpowiedzi oczekiwałem -powiedział, odsuwając swoje krzesło i nachylając się nad stołem. Po chwili dodał -Naprawdę pięknie dziś wyglądasz-i znowu pocałował tak, jak najlepiej umiał.
*30 minut później*
    Rozmawialiśmy pijąc kolejne łyki wytrawnego wina. Dostając swoje zamówienie napiłam się łyka wody, którą zamówiłam do kolacji. Na mojej twarzy pojawił się grymas, który od razu zauważył Zayn.-Coś nie tak z Twoją wodą ?-zapytał.
    Co prawda zamawiałam nie gazowaną, a ta była średnio gazowana, ale nie sprawiło mi to jakiś większych kłopotów. Zayn napił się mojej wody, i dostrzegł tą samą drażniącą różnicę. Odstawił szklankę i poprosił kelnerkę, która nas obsługiwała.
    -Zayn naprawdę nic się nie stało-mówiłam próbując wpłynąć jakoś na zmianę jego decyzji. Ten jednak odwrócił wzrok w stronę kroczącej w naszą stronę kelnerki. Kobieta ustała nad naszym stolikiem i cała zestresowana spytała - W czym mogłabym jeszcze pomóc ?
    Jej ręce drżały, tak jak byli byśmy jej najcenniejszymi klientami.
    -Teraz opuści pani nieco swoją skąpą sukienkę-powiedział Zayn z wrogością w oczach-Pójdzie Pani do swojego szefa i powie, że nie jestem zadowolony z Pani obsługi..-kontynuował a do oczu kelnerki napływały łzy.
    -Zayn przestań- skarciłam go nadaremne .
    -I przyniesie Pani tej uroczej-przenosząc wzrok na mnie kontynuował-ślicznie wyglądającej dzisiaj damie-znów odwracając wzrok na kelnerkę dokończył - Taką wodę jaką sobie życzyła. Nie średnio gazowaną, nie gazowaną, tylko mineralną. Rozumiemy się ?
    Byłam w szoku jak mocno Zayn zdenerwował się zwykłą pomyłką. Pełne łez oczy kelnerki patrzyły na mnie szukając pomocy.
    -Zayn dość !-prawie krzyknęłam ściskając jego dłoń, lecz on nadal mnie ignorował.
    -Rozumiemy się ?!-zapytał już bardziej podniesionym tonem kelnerki.
    -Ta..tak-odpowiedziała pociągając nosem, i szybko udając się do kuchni po dobrą wodę.
    Kiedy tylko oddaliła się od naszego stoliku powiedziałam -Co Ci odbiło? Przecież to tylko woda.
    Będziesz dostawała to na co masz ochotę, kiedy chcesz i jak chcesz. I nie ma dyskusji.
    Jego stanowczość była oznaką jakiejś troski? Pokazania mi jak bardzo chce mi dogadzać? Wiedziałam jedno. To był chory grunt, który musiałam zmienić.
*23.30 , Dom*
    Zmęczona i najedzona zdjęłam z siebie sukienkę. Całą kolację, rozmawialiśmy na neutralnym gruncie, a złość Zayna odeszła, po setnym już zapewnieniu, że pomyłka z wodą wcale mnie nie zezłościła. Ubrałam tą samą skomponowaną przez Malika pidżamę, i spokojnie czekałam, aż dołączy do naszej sypialni. Dziś mieliśmy spać razem, i nie ukrywam, że bardzo się stresowałam. Chciałam zapomnieć o moim ciele i skupić się na NIM. Udawało się... dawałam radę.
    Po dwudziestu minutach Zayn wyszedł z łazienki w lekko mokrej od wody koszulce i moich ulubionych już spodenkach. Mój wzrok lustrował każdy jego krok. Wsunął swoje ciało delikatnie pod kołdrę, i pozwolił mi wtulić się w niego, jak małe dziecko poszukujące schronienia.
    -O czym teraz myślisz ?-Zapytałam.
    -Jestem bad boyem, nie mogę Ci powiedzieć.-odpowiedział całując czubek mojej głowy.


Marina M.

środa, 31 lipca 2013

14. "Bóg wie, że jesteśmy tego warci."

    Nie wiedziałam która jest godzina. To chyba prawda, że dla zakochanych czas płynie wolniej, ale dla mnie? Chyba całkowicie się zatrzymał. Moje dłonie szczelnie oplatały ciało Zayna. Podniosłam lekko wzrok, by opleść nim otaczającą mnie rzeczywistość. Chłopak spoczywający obok mnie leżał w dosyć dziwnej pozie. Jego ręce zaciśnięte w pięści były schowane pod Jego plecami. Patrzyłam tak na niego kilka dobrych minut. Uśmiechając się sama do siebie delikatnie pogłaskałam jego szorstki od zarostu policzek. Spokojnie wyślizgnęłam się spod koca i założyłam na siebie bluzę, którą jeszcze kilka godzin temu bez wahania z siebie zdjęłam. Obok narożnika leżały spodenki Zayna. Wiedziałam, że są Jego ponieważ nosi tylko i wyłącznie te przeznaczone dla koszykarzy. Swoją drogą są strasznie seksowne. Szybko w nie weszłam oplatając sznureczkiem jakieś trzy razy swoją talię.
    Moje ciało ukryte było pod szczelną zbroją. Wiedziałam, że Zayn nie długo wstanie, a Ja? Nie jestem jeszcze na tyle silna, i chyba jeszcze bardzo długo nie będę, by dać dotknąć mu chociażby kawałek ciała znajdującego się powyżej ud. Nadal jest straszne i odrażające, a piętno, które pozostawało na mnie od czasu tego okropnego grudniowego wieczoru, nie zostanie zlikwidowane nawet przez największą miłość. To uczucie, które niszczy człowieka ze zdwojoną siłą, ale dopóki walczymy, jesteśmy zwycięzcami, więc ? Może nie jestem jeszcze na straconej pozycji.
    Po kolei stawiałam stopy, na zimnym drewnie. Plan był prosty. Miałam zamiar zrobić nam pyszne śniadanie, chociaż sama od kilku minut karmię się nadzieją, że Zayn nie zapyta o powody mojego wczorajszego zachowania. Nie chciałam psuć nam obojgu świetnie zaczętego urlopu, urlopu od codziennego życia.
    Nie zdążyłam przekroczyć progu salonu, kiedy moje ciało zostało z impetem schwytane. W ostatniej chwili zarzuciłam swoje dłonie na rozgrzany kark mojego oprawcy. Mogłabym nazywać Zayna magikiem, jakkolwiek banalnie to brzmi, ale o to właśnie chodzi. To co robimy ze sobą obydwoje, jest magiczne, nie dozwolone i przede wszystkim bardzo nie realne.
    -Nie jestem zmęczona i umiem sama stać.-powiedziałam do Zayna dając mu lekkiego nie zobowiązującego buziaka.
    -Nie lubię kiedy jesteś taka chłodna.-odpowiedział mocno całując moje usta.-pozwól, że nadrobię straty zaliczone w nocy, kiedy to Ty, panno Moss, bezczelnie mnie męczyłaś.
    Zdezorientowana patrzyłam na twarz Zayna, bezskutecznie próbując wyczytać z niej jakiekolwiek znaki. Chłopak nadal trzymając mnie na rękach usiadł między dwiema puchatymi poduszkami znajdującymi się na narożniku. Usadził mnie tak, by moje oczy były skierowane na jego. Jego nogi oplatały moją talię, a moje, jego.
    Chwytając moje policzki zbliżył moją twarz do swojej i nosem drażnił moje czoło. Moje ciało pokryła gęsia skórka, którą zawsze powodował ciepły oddech czarnookiego.
    -Nie oczekuję żadnych wyjaśnień, bynajmniej podczas tego wyjazdu. Chcę, żebyś pozwoliła mi na to, czego tak bardzo się boisz. Nie skrzywdzę Cię...
    Każde wypowiadane słowo uderzało we mnie ze zdwojoną mocą. Byłam tak strasznie wkurzona na tych ... potworów, przez których nie mogę, jak każda normalna dziewczyna, LEGALNIE i bez żadnego przymusu, z czystej miłości, stać się spełnioną kobietą. Byłam na nich zła, za to, że zaprogramowali mój organizm na odrzucenie. To ich wina, to wina "Grudniowych potworów".
    -Nic nie mów. Przytul mnie i nic nie mów.-powiedziałam błagalnie całując nos Zayna.
    Nie musiałam długo czekać. Po chwili moje ciało tkwiło w szczelnym uścisku, a nozdrza napawały się jedynym i nie powtarzalnym zapachem.
    -Może zjemy śniadanie gdzieś poza domkiem?-spytałam z nadzieją w oczach, nie zdając sobie sprawy z konsekwencji, wynikającej z dyskusji, jaka powstanie po wypowiedzianych przeze mnie słowach.
    -Przecież wiesz, że do końca tego roku, jedyną kobietą z jaką mogę się pokazywać publicznie jest Perrie.
    Stało się. Dobrze wiedziałam, że taki jest "układ", i zgadzając się na uczestnictwo w nim ponoszę jakieś starty, ale nie wiedziałam, że będą One wywierały na mnie tak dziwnie dziwne uczucia. Moje ciało momentalnie się napięło. Moje ręce osunęły się z karku Zayna, a ja niezdarnie wyswobodziłam się z uścisku chłopaka.
    -Idę na spacer, bo tylko poza domkiem nie będziesz mógł mi towarzyszyć a w tej chwili nie mogę przebywać z Tobą w jednym pomieszczeniu.-powiedziałam z wyraźnym bólem na twarzy udając się do toalety znajdującej się na górze tuż obok NASZEJ sypialni. Wchodząc do wyłożonego czarno białymi kafelkami pomieszczenia, w oddali słyszałam jakieś słowa wypowiadane przez Zayna, ale chęć wejścia do wypełnionej gorącą wodą wanny była większa, niż chęć konwersacji o tematach i sytuacjach, które i tak nie mogą ulec zmianie.
*godzinę później*
    Z moich włosów kapały małe krople wody. Sięgając po ręcznik włączyłam skomponowaną przez Zayna playlistę na moim iPodzie. Pierwsze spokojne dźwięki gitary zaczęły kołysać moim ciałem. Dokładnie pamiętałam ten dźwięk. Jason Mraz. Jego piosenka leciała wtedy... w kuchni. Kiedy Zayn wkładała pierścionek, umieszczony w pięknym opakowaniu w kształcie pandy, na mój palec. [KLIK]
    Z mimowolnym uśmiechem patrzyłam na swoje odbicie w lustrze. Pomimo wszystko, jednak jestem cholerną szczęściarą. Chwyciłam telefon i napisałam smsy.
    Susząc włosy lustrowałam każdy milimetr swojej twarzy. Tego ranka po raz pierwszy od bardzo dawna byłam w stanie stwierdzić, że jest w niej coś co mogło mi się podobać. Co mogło podobać się komukolwiek.
    Był początek lutego dlatego  moje ramiona przykrywał gruby siwy sweter [KLIK] .Zakładając na swój nadgarstek prezent od Orlanda zabrałam się za makijaż. Trochę mocniej niż zawsze podkreśliłam usta, oraz brąz swoich oczu. Włosy dokładnie wyprostowałam, i wylewając na siebie kilka kropel ukochanego zielonego Chloe wyszłam z łazienki.
    Zamykając drzwi wcisnęłam nogi w buty i delikatnie przekręciłam klucz od łazienki. Nie chciałam, żeby Zayn usłyszał, jak wychodzę.
    Wchodząc do pokoju poczułam męski zapach, i nie musiało minąć wiele czasu, żebym zdała sobie sprawę z tego, że Zayn był w NASZYM pokoju.
    -Myślisz, że nie wiem jak się czujesz?- powiedział nagle wyłaniając się zza ogromnego lustra zakrywając dłonią swoje oczy.
    Byłam zdziwiona jego zachowaniem więc od razu wypaliłam -Czemu zakrywasz oczy?
    -Przecież obiecałem, że chociaż nie wiem jakbym pragnął, nie dotknę Cię właśnie w Tych miejscach, a sądząc po zapachu wyglądasz ... tak jak nie powinnaś przy mnie wyglądać, więc chociaż tak się powstrzymam.-powiedział na jednym wdechu.
    Jego zachowanie było strasznie słodkie. Stał tak niewinnie na środku pokoju. Podeszłam do niego i mocno wtuliłam się w jego idealnie wyrzeźbiony tors. Jego ręce mocno zacisnęły się na moich łopatkach, a jego nos powędrował do moich gęstych brązowych włosów. Moje twarz utkwiona była w jego rytmicznie poruszającej się klatce piersiowej. Naglę kompletnie nie kontrolowanie zaczęłam Cicho śpiewać, tak dobrze znaną nam melodię.
I won't give up on us/Nie zrezygnuję z nas.
Even if the skies get rough/Nawet, jeśli niebo się wzburzy.
I'm giving you all my love/Daję Ci całą moją miłość.
I'm still looking up/Ciągle spoglądam w górę.
    Zdziwiony Zayn podniósł mój podbródek i powiedział -Masz anielski głos kochanie.
    Jego oczy były zaszklone, a Ja w tym momencie zapomniałam o wszystkim. O Perrie, o kontrakcie, o Polsce, o Grudniu...Widziałam w jego oczach te cholerne potwierdzenie. Tą chęć wyrażenia wszystkich skrywanych słów. Wiedziałam, że jest to jeden z najpiękniejszych dni w moim życiu. Chciałam go idealnie zakończyć. Pocałowałam Go tak idealnie, tak pięknie, jak tylko potrafiłam. Chwilę potem jego oczy tonęły w moich a z jego ust wydobyło się ciche :I won't give up.

Marina M.
   

wtorek, 2 lipca 2013

13."Mała dziewczynka dorosła zbyt szybko."

    Obydwoje przekroczyliśmy próg drewnianego domu. Na moim ciele zagościły przyjemne ciarki kiedy zamykając drzwi poczułam ogromną ulgę. Czułam jak moje ciało uwalnia się od całego świata. Zdjęłam z siebie ciężką, żelazną zbroję i zamierzam w końcu porządnie odpocząć. Chcę zachłysnąć się szczęściem. Chcę zachłysnąć się szczęściem z Zaynem, który nieśmiało spogląda na mnie spod długich rzęs. Odwracam się do Niego i próbuję wyczytać z jego oczu jakiekolwiek znaki. Widząc moje skupienie lekko się uśmiecha podchodząc do mnie chwyta dłonią mój podbródek i mówi :
    -Zaniosę nasze walizki do sypialni.- Moje oczy zaciskają się słysząc "Naszej sypialni". Przecież... jak mogłam być tak głupia. To było oczywiste. Mamy spać razem. Moje ciało rozdzierają dwie osoby o różnych charakterach. Jedna z nich jest szczęśliwa, bo przecież połowa mnie marzy o spokojnym wtuleniu się w rozgrzane ciało Zayna. Pozostaję jednak druga, ta zraniona i odrażająca część mnie, która codziennie idzie ze mną przez życie. Tak bardzo nienawidziłam jej w momentach, w których On wpatrywał we mnie swoje pełne nadziei  oczy. Z zaciśniętym gardłem, ogromnym strachem i zaszklonymi oczami zapytałam:
    -Czy mógłbyś spać w salonie?
    Patrzył na mnie pytającym wzrokiem znacznie odsuwając ode mnie swoje ciało.
    -Przepraszam, ja... no wiesz myślałem, że będziemy... przepraszam- zaczął się jąkać. Było mi go tak cholernie szkoda. Delikatnie ujęłam jego rękę - To nie Twoja wina Zayn, to nie jest nawet w najmniejszym stopniu Twoja wina-powiedziałam przypominając sobie ten nieszczęsny wieczór.
    -W takim razie o co Chodzi ?-Zayn patrzył na mnie nie pewnie tak jakby bał się, że jego pytanie może mnie zabić. Może mi coś zrobić. Tak bardzo się bałam. Oczywiście dla mnie jedynym wyjściem z tej potwornej sytuacji była ucieczka w jakiś zaciszny kąt domu. Wylałabym z siebie litry łez po czym wróciłabym jak gdyby nigdy nic, udając, że moja psychika pracuję jak u każdego normalnego człowieka.
    -Za domem jest ławka, a One zdecydowanie nam służą-wyminęłam Zayna, dając mu tym samym do zrozumienia, że ma iść za mną. Zimne drewno dotykało moich ud. Delikatnie oplotłam dłońmi nogi, patrząc uważnie na zbliżającą się sylwetkę Zayna [KLIK]
 "  To jest część mnie, której nigdy nie odzyskam
     Mała dziewczynka dorosła zbyt szybko
    To wszystko trwało tylko raz, już nigdy nie będę taka sama
    Teraz odzyskuję swoje życie  "

    Zayn usiadł bokiem patrząc na mnie przeszywającym spojrzeniem. Czułam, że czekał na odpowiedź.
    -Nie miej mi tego za złe. Chcę, żeby ten czas był wyjątkowy, i pomimo wszystkich chęci, tej jednej rzeczy jeszcze-podkreśliłam słowo "jeszcze"-nie mogę dla Ciebie zrobić.
    Chłopak przysunął się do mnie i chwytając mój podbródek zapytał :
    -Mogę?
    Byłam zdziwiona jego pytaniem, bo po sytuacji z Louisem myślałam, że On wie, myślałam, że wie o gwałcie. W takim razie, i Lou i Zayn mają błędne informację, ale tym od kogo one są i przede wszystkim jakie są, dowiem się kiedy indziej.
    Lekko uśmiechając się odpowiedziałam:
    -Jesteś pierwszym mężczyzną, który mnie całuję...
    Jego mina była bezcenna. Tak jak gdyby był święcie przekonany, że to co mówię to zwykły żart. Po chwili jednak znacznie spoważniał, a jego zaszklone oczy wpatrywały się w moje.
    -Pozwól mi być jedynym. Ostatnim, a jeśli to zrobisz, obiecuję być tym najlepszym. Tym, który zawsze i wszędzie, będzie Cię ochraniał. Tym, który jako jedyny i ostatni skosztuję tego wspaniałego smaku.
    Moje oczy wypełniły się słonym płynem kiedy odnajdując resztkę sił wydukałam :
    -Jakiego smaku Zayn ?
    Zayn ujął moje policzki w swoich męskich i tak idealnie delikatnych dłoniach by po chwili wpatrywania się w każdy zakątek moich oczu zdecydowanie powiedzieć :
    -Smaku twoich ust, które są jak jakiś pieprzony afrodyzjak od którego już nigdy się nie uwolnię. I wiesz czemu pieprzony ? Bo tak strasznie nie lubię być uzależnionym .
    -Możesz...-wyrażając zgodę na to co miało za chwilę nastąpić utonęłam w jego mocnym uścisku, kiedy jego usta składały na moich jedną z najpiękniejszych obietnic.
    -Już późno a Ty Panienko Moss jesteś strasznie zmęczona zatem z żalem muszę stwierdzić, że właśnie teraz biorę Cię na ręce - mówiąc to uniósł moją sylwetkę ponad drewnianą ławkę- i odstawiam to ciepłego łóżeczka na górze - czule całując moje czoło przekroczył próg szklanych tarasowych drzwi i zaniósł mnie do znajdującej się na górze sypialni.
    Zayn powoli kroczył po drewnianych schodach, dając mi tym samym czas na powolne upajanie się jego męskim zapachem. Taak, uwielbiałam to. Uwielbiałam sposób w jaki pachniał.
    Kiedy jedną ręką otwierał mosiężne drzwi od sypialni mocniej ścisnęłam jego kark, tak by utrzymać jakąkolwiek równowagę. Mój nos delikatnie dotknął jego szyi, co spowodowało lekki dreszcz na jego ciele. Byłam zaskoczona tym, że na co dzień chłodny dla wszystkich Zayn, jest taki bezbronny i potulny w kontaktach z osobami... no właśnie. Jakimi? Przeraża mnie fakt, że jestem tak cholernie pewna tego, że On...kurde, że On mnie naprawdę kocha. Przerażał mnie w fascynujący sposób, bo moja głowa zdecydowanie była pełna oksymoronów. Była pełna tych pieprzonych epitetów sprzecznych.
    Zayn delikatnie położył moje zmęczone ciało na ogromne łóżko. Ściągnął z moich nóg ciepłe skarpetki i dokładnie okrył białą pierzyną. Kiedy moje ciało zgrało się z ciepłem bijącym od kołdry chłopak przykucnął przy brzegu łoża i podpierając swój podbródek patrzył na moje opadające powieki .
    -Słodkich snów skarbie-wypowiadając te słowa ucałował czubek mojej głowy, a moje powieki powoli opadły do końca.
*02.40 środek nocy*
    Obudziłam się już jakąś dobrą godzinę temu. Leżałam na łóżku patrząc na błyszczące się za oknem drzewa. Wyglądały tak pięknie w świetle księżyca.
    W moim środku szalało stado motyli, które namawiały moje serce do przemyśleń. Marina idiotko przecież Ty go kochasz !
    Wiedziałam, że będę musiała mu o wszystkim opowiedzieć. Ale nie dziś, nie tej nocy. Ja potrzebuję jego dotyku, ale wiem, że będę miała z tym nie mały problem. Kiedy dotykał mnie przez ubrania to wszystko było dobrze. Mogłam wtulić się w jego ciało i czuć się tak strasznie bezpieczna. Kiedy niósł mnie na schodach, wiedziałam, że nawet jak spadniemy, On nigdy mnie nie puści, i chcę żeby to uczucie towarzyszyło mi tej nocy. W mojej głowie rodził się pewien plan, ale wprowadzając go w życie wiele ryzykowałam. Nie wiedziałam jak Zayn go przyjmie.
    Przecież życie to jedno wielkie ryzyko tak ? A "o to co kochasz trzeba walczyć".
    Szybko podniosłam puchatą kołdrę i po cichu podeszłam do walizki stojącej obok szafy.
    Rozsuwając przegrodę znajdującą się po prawej stronie walizki wyjęłam z niej czarny koronkowy zestaw bielizny, którą kupiłam sobie jeszcze przed... jeszcze przed grudniem. Szybko lecz nadal cicho podreptałam do łazienki. Zakładając na siebie przygotowaną bieliznę bacznie przyglądałam się podłogowym kafelkom. Wiele kosztowało mnie dotknięcie tej bielizny, ale spojrzenie na swoje prawie nagie ciało byłoby dla mnie w tym wypadku samobójstwem .
    Ciało okryłam bluzą Zayna, która nadal spoczywała w moich rękach. Opuściłam ją na tyle nisko, że dokładnie zakrywała moje nieco odkryte pośladki. Nabierając ostatnie dwa pełne oddechy delikatnie otworzyłam drzwi od sypialni.
    Na korytarzu można dostrzec było małe, prawie nie widoczne tlące się światło, które dobiegało najpewniej z salonu. Powoli podeszłam do brzegu drewnianych schodów, i wychylając swoje ciało przez grubą balustradę dostrzegłam słodko śpiącego Zayna. Leżał na salonowym narożniku, okryty grubym kocem. Jego twarz wtulona była bardzo mocno w małą poduszkę.
    Po chwili znajdowałam się już na dolę, nie opodal łóżka Zayna. Patrzyłam na niego lustrując dokładnie jego wyraźne jak nigdy rysy twarzy. Wyglądał bosko, a moje podbrzusze szybko dało o sobie znać. Czułam wspaniałe mrowienie na plecach na sam widok, kogoś kto daje mi tyle miłości.
    Powoli podeszłam do narożnika, stając naprzeciw śpiącego chłopaka. Zasłoniłam tym samym jedyne źródło światła w całym letniskowym domku. Zayn momentalnie się obudził. Patrzył na mnie pytającym wzrokiem, następnie przeniósł go na moje nagie nogi. Poderwał się zdecydowanie i oparł swoje ciało na łokciach.
    -Co się stało?... wyglądasz.. bosko-powiedział łapczywie patrząc na moje nogi.
    W jego przypadku to przepełnione pożądaniem spojrzenie nigdy mi nie przeszkadzało.
    -Teraz zdejmę z siebie tą bluzę. Ostrzegam Cię, że jestem w samej bieliźnie-powiedziałam ostrzegawczo niepewnie rozsuwając suwak- położę się do Ciebie, a Ty obiecasz mi tu i teraz, że choćby nie wiem co się działo, że choćbym nie wiem co robiła, ty mnie nie dotkniesz.
    -Ale jak to..- zajęknął się przez chwilę .
    -Po prostu się zgódź... proszę .
    -Chodź tu w końcu ! - powiedział nieco podniesionym głosem.
    Zdjęłam z siebie bluzę powoli podchodząc do brzegu łóżka. Odwinęłam delikatnie koc i położyłam się obok Zayna. Swoje dłonie położyłam na jego torsie, a nogi ułożyłam tak, by moje prawie nagie ciało idealnie przylegało do jego.
    Ciało Zayna pokryło się gęsią skórką, a jego ręce już miały mnie objąć kiedy powiedziałam :
    -Bo sobie pójdę. Trzymaj się zasad, i pozwól mi usnąć. Bałam się tam tak sama leżeć- wypowiadając ostatnie słowa przejechałam czubkiem palca po jego idealnie wyrzeźbionej klatce piersiowej. Podniosłam swoją głowę i złożyłam czuły pocałunek na jego brzuchu.
    -Proszę Cię...-wyjęczał- Leż tu błagam, ale nie kuś. Na tyle na ile umiesz, nie kuś. Nie męcz mnie.
    Dumna z siebie jeszcze mocniej wtuliłam się w jego klatkę piersiową i powiedziałam :
    -Dobranoc.


Marina M.

piątek, 21 czerwca 2013

12. "Ono biję dla Ciebie"

    Dotykając zimnej balkonowej ramy moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Powoli wypuszczając z ust dym przechyliłam swoje ciało lekko do przodu. Przed domem Pani Katie stała ławka, która pokryta zabezpieczająca od zniszczeń farbą bardzo dobrze się trzymała. Byłam przekonana, że ktoś na niej siedzi, a swoją niepewność rozwiałam po kilku dłuższych spojrzeniach na daną osobę. Poczułam nieprzyjemne ukłucie w dole brzucha, które spowodowane było strachem. lecz ciekawość jak zwykle zwyciężyła. Szybko schowałam się do pokoju wyrzucając niedbale nie dopalonego papierosa gdzieś poza balkon. Wsunęłam niedbale krótkie szorty i wciskając na siebie bluzę, której Zayn do tej pory nie odebrał, założyłam krótkie trampki.
    Cicho schodziłam po schodach zastanawiając się jaką jestem idiotką. Dostrzegam przed domem osobę, która bacznie obserwuję dom w którym się znajduję, nie znam jej i nie wiem na ile niebezpieczna może być, lecz mimo to wychodzę, nie zabezpieczając się i nie wzywając policji. Zdecydowanie powinnam przemalować się na blond.
    Skrzypiące drzwi dały o sobie znać. Niepewnie wystawiłam nogi poza próg drzwi. Jeden krok. Dwa. Trzy. Przygryzając dolną wargę przyglądam się baczniej. Wyraźnie zmarznięta sylwetka, odziana w obszerną siwą bluzę, dokładnie taką samą jaką miałam na sobie. Nie musiałam widzieć niczego więcej. To był On.
    Podchodząc coraz bliżej obserwowałam jego zachowanie. Jego głowa tkwiła w mocnym uścisku dłoni. Nie zauważył mnie.
    -Czy Ty zawsze musisz wszystko tak cholernie komplikować?-zapytałam podkulając nogi.
    Chłopak momentalnie podniósł na mnie wzrok. Jego przeszywający wzrok przyprawiał mnie o dreszcze, dlatego dla niepoznaki zakryłam swoje pół nagie nogi rękawami bluzy.
    Nic nie mówił. Nie odzywał się tak dobre pięć minut, dokładnie lustrując moją twarz. Oglądał moje oczy. Moją każdą rzęsę, jak gdyby moje oczy miałyby być ostatnią rzeczą jaką ujrzy. Jak gdyby chciał zapamiętać dokładnie ich każdy detal. Napawał się nimi.
    Nie spuszczając wzroku z Zayna błagalnie powiedziałam:
    -Proszę przestań.-czułam jak do moich oczu napływają łzy.
    Zamknęłam swoje oczy mocno zaciskając przy tym wargi.
    -Przez te cztery tygodnie czułem się wspaniale. Dokładnie dwadzieścia osiem razy widziałem jak zasypiasz. Siedziałem tu obserwując Cię z tej właśnie ławki.-Chłopak przysunął się znacznie bliżej, i położył swój kciuk na moim mokrym od łez policzku-z każdą minutą tak bezbłędnie przypominałaś mi, dlaczego Cię kocham.
    Kiedy pierwszy raz błagałam o ratunek tonąc w jego brązowych oczach, moje serce biło jak oszalałe. Nie znalazłam słów, którymi mogłabym opisać, jak bardzo mocno biję w tej chwili.
    -Nie wiesz co to znaczy kochać Zayn. Nie masz o tym bladego pojęcia!-znacznie podnosząc ton głosu odkręciłam swoją twarz od jego, tak by nie widział kolejnych łez-Ty mówisz, że mnie kochasz tak?- zapytałam pretensjonalnie nie mogąc ukryć zaszklonych oczu.
    -Proszę Cię, nic nie mów. Proszę...-powiedział ujmując moją twarz w dłoniach-Wiesz jak to jest, kiedy nie jesteś w stanie zaparzyć idiotycznej herbaty, bo myślisz o swoim sensie życia? Wiesz jak to jest, kiedy cieszy Cię świergotanie ptaków, lub śmiech dziecka, tylko wtedy jeśli Twój sens życia idzie obok Ciebie? Ja wiedziałem.-powiedział pewnie unosząc moje ciało. Usadowił mnie na swoich kolanach i wtulając swoją głowę w moją szyję, niczym dziecko szukające schronienia u matki powiedział:
    -Jesteś tym co sprawia, że umiem zaparzyć tą wspaniałą herbatę. Jesteś tym, co sprawia, że obsikane dziecko w kawiarni sprawia, że mam ochotę wstać i cieszyć się razem z nim z tego, że pokazał swojej mamie kto tu rządzi-kiedy usłyszałam te słowa nieznacznie zachichotałam.-Jesteś moim sensem Marina.-Zayn podniósł swoją głowę i przykładając moją rękę do jego klatki piersiowej po raz kolejny zanurzył swój wzrok w moich oczach.
    -Ono biję dla Ciebie. Każde uderzenie na sekundę jest dedykowane Tobie. Mojemu sensowi życia...
    Trzymałam rękę na jego zmarzniętej, doskonale wyrzeźbionej klatce piersiowej. Oblizując spierzchnięte wargi oparłam swoje czoło o Jego. Zachłannie wąchałam jego perfumy i coraz mocniej wtulałam się w jego ciało.
    -Tak strasznie tęskniłam-roniąc ostatnią łzę cicho wydukałam.
    Uścisk Zayn znacznie się wzmocnił. Obrócił mnie zdecydowanie, tak bym swoimi udami obejmowała jego biodra. Przyciągnął mnie do siebie, a ja delikatnie zdrętwiałam czując jego ciało tak mocno przywarte do mojego. Czułam jego przyrodzenie dokładnie na wysokości swojego pępka. Byłam z nim tak blisko. Tak niebezpiecznie blisko. Niebezpiecznie przyjemnie, blisko...Czułam jego oddech na swojej szyi. Był taki głęboki i zdecydowany.
    -Tak wiele oddałbym, żeby było tak zawsze.
    Cholera. Trafił w czuły punkt. No właśnie. Jutro znowu będzie nowy dzień. Jutro znowu zaczniemy udawać. Jutro znowu zaczniemy cierpieć. Przeklęte jutro.
    -Tak mało musimy zrobić, żeby było tak zawsze. Tak mało, a jednak tak wiele.-odpowiedziałam sama nie wiedząc w jaki sposób zdobyłam się na taką odwagę.
    Chłopak patrzył na mnie, a ja spuściłam wzrok wtulając głowę w jego ramię.
    -Zmieńmy to. Chcę patrzeć jak się budzisz, zdając sobie sprawę z tego, że faktycznie każdy ma swojego anioła-powiedział lekko się uśmiechając.
    Podniosłam swój wzrok mówiąc z przekorą-przyznaj się, że po prostu nie wygodnie Ci na tej ławce.
    Zayn zaczął się śmiać, a ja poczułam przyjemne świergotanie w podbrzuszu. Zawsze tak na mnie działał.
    -Przyznam się, że o wiele bardziej chciałbym spędzać z Tobą noce w jednym, i bardziej wygodnym łóżku.
    Jego słowa rozpaliły mnie do czerwoności. Nie byłam mu dłużna-Bo wiesz, ja tam leżę tak sama, i czasem trochę mi smutno-zaczęłam jeździć zabawiacko wskazującym palcem po jego torsie-czasem może nawet zimno-drążyłam dalej widząc żar pożądania w oczach Zayna.
    Chłopak jeszcze mocniej mnie do siebie przyciągnął mówiąc zachrypniętym głosem:
    -Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym Cię rozgrzać- przygryzając delikatnie ucho położył swoje dłonie na moich pośladkach.
    -Czyż nie za bardzo puścił Pan wodzę wyobraźni Panie Malik?-zapytałam na co natychmiast dostałam odpowiedź-Przy Pani to nie możliwe...Pani Malik. Tak to pięknie brzmi.
    -Nie chcę wracać do tego co było. Chcę żeby nasz jeden wieczór trwał zawsze.
    Nie czekając na odpowiedź zasnęłam wtulona w Zayna.
*Następnego dnia*
    Obudziłam się w swoim łóżku. Sama. Dokładnie pamiętałam co wydarzyło się jakieś kilka godzin temu. Wiedziałam, że tego już nie ma. I, że nie mogę tego powtórzyć. Nie mam prawa tego zrobić, mimo tej przeokropnej potrzeby kochania Go.
    Remont zaczynał się już za kilkanaście godzin, a ja nadal nie wiedziałam, gdzie będę mieszkać. Nie chciałam korzystać z propozycji Orlanda, bo przecież tak wiele mu zawdzięczam. Chyba jedynym wyjściem z tej całej sytuacji będzie wyjazd do Polski. Niee. Zayn nie zaproponował mi noclegu, przecież Perrie... czułaby się nieswojo.
    Czego ja do cholery oczekiwałam? Głupia Moss dała nabrać się na kolejne czułe słówka.
****
    Pani Katie dawno opuściła mieszkanie, a ja czekałam na nadjeżdżającą taksówkę. Postanowiłam odwiedzić Polskę na jakieś dwa tygodnie. Kiedy chwytając swoje walizki powoli wychodziłam z domu zamiast samochodu taksówkarza dostrzegłam czarnego land rovera Zayna. Nie wiedziałam co mam o tym myśleć, ale szybciej uwierzyła bym w to, że pomaga sąsiadce, niż odwiedza mnie.
    Kiedy ponownie zaczęłam dzwonić po taksówkę ktoś z impetem wyrwał mi telefon, przywierając moje ciało do ściany:
    -Chyba nie myślałaś, że nie zawalczę o to co kocham co?-powiedział niskim głosem Zayn.
    Pod ciężarem jego ciało zaczęłam momentalnie się rozpływać-co Ty ze mną do cholery jasnej robisz...
    Chytrze uśmiechając się odpowiedział-Nie powiem, że to samo co Pani ze mną Panno Malik, bo wtedy musiałbym skłamać. Nie umiem oczarować Pani tak bardzo, jak Pani oczarowuję mnie.
    -Patrzyłam na niego ufnym wzrokiem, a On widocznie wyczuł mój niepokój.
    -Już wszystko jest dobrze-przykładając swoje czoło do mojego powiedział-jesteś ze mną bezpieczna, a ja nigdy nigdzie Cię nie puszczę. Teraz tylko Ty, Ja i ocean spokojny.
    Gwałtownie wypadłam w rytmu i wręcz krzyknęłam-Jaki ocean ?!
    Zayn słodko się uśmiechnął i uchwycił moje policzki w swoich dłoniach. -Jesteś słodka kiedy się tak złościsz.
    -Nie pogrywaj sobie ze mną-odpowiedziałam śmiertelnie poważnie.
    -Odpoczniemy sobie na Hawajach. Tatuś ma wyspę, więc będzie miło. Opalisz się, a ja nacieszę się Tobą tak bardzo jak jeszcze nigdy, bo wiesz...-Zayn znacznie przycisnął mnie do ściany i złapał za udo-tylko czekam, aż będziesz tylko Moja. Moja i nikogo więcej.-kończąc zbliżył swoje usta do mojej szyi i złożył na niej czuły pocałunek.
    Nie wiedziałam, czemu tak zacięcie omijał moje usta. Nie chciałam przejmować inicjatywy, ale ta cała sytuacja w pewien sposób mi się nie podobała. Nie panowałam na swoim umysłem, nad swoim ciałem, i czułam, że to Zayn nadaję bieg mojemu życiu. Że to On jest tu szefem, pieprzonym szefem mojego serca.
    -Co z Perrie...?-po usłyszanym pytaniu Zayn odsunął się ode mnie. Po kilku sekundach ciszy nieśmiało powiedział-Kontrakt, Marina ja nie mogę tego zmienić. To moja praca, zrozum...
    Zabolały mnie jego słowa. Bolał mnie sam fakt, że mieszkają razem, a nie wieżę w to, że On jej ... nie dotyka.
    -Może Perrie chętnie wybierze się na Hawaje? Będziecie mieli kolejne zdjęcia-powiedziałam opryskliwie opierając głowę o ścianę, tak, by skrupulatnie ominąć karcący wzrok Zayna.
    -TO MOJA PRACA-powiedział tak dosadnie, jak gdyby chciał, żebym zrozumiała każde jego słowo.
    -Obściskiwanie Jej to Twoja praca?! Kpisz sobie?
    Zayn wyraźnie posmutniał. Tak zorganizował wycieczkę, i bardzo się starał, ale ja musiałam odwieść Go od tego pomysłu. Przecież wszyscy dobrze wiemy do czego mogłoby dojść między nami. A ja... Moja podświadomość nie jest gotowa na przyjmowanie do siebie kogoś nowego. Głębokie rany goją się dłużej.
    -Co mam zrobić, żebyś zaczęła mnie kochać? Pytam się do cholery co?! Co mam kurwa mać zrobić?! Jak mam Ci pokazać, że bardzo Cię kocham ?! Jak mam pokazać Ci to, jak bardzo... jak bardzo chcę żebyś była..-ostatnie słowa wyszeptane przez Zayna ledwo do mnie dotarły.
    -Zostańmy w Londynie. Jedźmy gdzieś, nad jakieś jezioro, zaszyjmy się, pozwól mi napawać się twoją obecnością. Nie potrzebuję pięknego oceanu, mam go na miejscu. Odnajduję go zawsze, kiedy patrzę w Twoje oczy Ty cholerny, przystojny głupku-powiedziałam pewnie do niego podchodząc i wtulając głowę w jego tors. Jego ręce błądziły po moim ciele kiedy nagle oderwał moją głowę od jego klatki piersiowej i patrząc na moje usta powiedział -Tak strasznie chciałbym dostać to, co rozkłada mnie na cząstki elementarne.
    -Nie bądź mi dłużny-powiedziałam pewnie, gdy po chwili poczułam pełne usta Zayna. Jeszcze nigdy mnie tak nie całował. Okey, zawsze całował dobrze, ale nigdy tak, jak dzisiaj. Włożył w to tyle pasji, tyle wysiłku i serca, że w tym właśnie momencie poczułam to wspaniałe uczucie. Teraz wiem, jak to jest odnaleźć swój zaginiony sens życia...
*Dom na przedmieściach Londynu*
    Całą drogę spałam, starannie okryta kurtką MOJEGO CHŁOPAKA. Na swoim nosie poczułam wilgotne usta Zayna.-Wstajemy Królewno, dojechaliśmy- powiedział słodko całując moje czoło.
    Lekko się uśmiechając powiedziałam-Wygodny ten Pana samochód, Panie Malik.
    Zayn nadal stał przy moich drzwiach, po chwili kucnął tak, by jego oczy znajdowały się na wysokości moich oczu-Moje ręce są wygodniejsze-powiedział chwytając mnie i składając soczystego buziaka na moich ustach. Moje opanowanie dawno poszło spać, dlatego nie chciałam, by ten krótki pocałunek, był tak krótki. Przyciągnęłam jego usta na tyle mocno, by po chwili poczuć jego żar pożądania.
    Bałam się... strasznie się bałam, bo przecież, takie uczucia są mi całkiem obce. Nadal uważam, że czekam na swój pierwszy raz. Tamtych zdarzeń już nie ma. Jestem ja, tu i teraz. Z nim. I jestem szczęśliwa, bo :
                 "Ono biję dla mnie. Bo każde uderzenie na minutę jest dedykowanie właśnie mnie"

Marina M.